Jak dobieram preparaty podczas konsultacji trychologicznej?

„Czy mogłaby mi Pani polecić tańszy zamiennik drogeryjny?”

Odpowiedź na to pytanie zawsze jest dla mnie dość skomplikowana.

Dlaczego?

W dużym uproszczeniu: producent zamieszcza na opakowaniu preparatu skład INCI i czasem dodatkowo krótki opis. Skład INCI to lista składników znajdujących się w danym produkcie, najczęściej umieszczona na odwrocie butelki lub opakowania kartonowego.

Co do zasady składniki występują w kolejności zależnej od ich ilości – substancja, której jest najwięcej, znajduje się na początku składu, a kolejne wymieniane są malejąco. Od tej zasady są jednak wyjątki. Składniki występujące w stężeniu poniżej 1% mogą być wymieniane w dowolnej kolejności po składnikach występujących w wyższych stężeniach. Na podstawie samego INCI nie jesteśmy też w stanie stwierdzić, w którym miejscu znajduje się ta granica.

W większości przypadków nie mamy więc informacji o dokładnym stężeniu danej substancji, a niektóre substancje w zależności od stężenia mają inne właściwości.

Dobrym przykładem jest mocznik. W niewielkich stężeniach działa przede wszystkim nawilżająco, w wyższych zmiękczająco, a w jeszcze wyższych może działać złuszczająco. Na podstawie samej obecności mocznika w INCI nie wiem więc dokładnie, jaką funkcję ma pełnić w danym preparacie.

Z samego składu nie dowiem się również wszystkiego o formulacji preparatu, zastosowanych rozwiązaniach technologicznych czy jego rzeczywistym pH. Odkąd wykorzystuję w gabinecie aparat do pomiaru pH, zwracam na ten parametr jeszcze większą uwagę.

Dlatego dopóki nie znam danego preparatu, nie mam z nim doświadczenia i nie widzę, jak sprawdza się w praktyce, nie zawsze jestem w stanie go polecić tylko na podstawie składu.

Mam kilka preparatów z drogerii oraz apteki, które lubię i stosuję. Jeżeli je znam i wiem, w jakich sytuacjach się sprawdzają, mogę je również polecić. Nie jestem jednak w stanie znać i sprawdzić większości produktów dostępnych na rynku.

Czy analiza składu ma w takim razie znaczenie?

Oczywiście.

Na podstawie INCI możemy zobaczyć obecność określonych substancji aktywnych i ocenić, czy mają one sens w konkretnym przypadku. Czasami na podstawie składu jestem w stanie powiedzieć: „tego preparatu raczej bym nie stosowała”, „można spróbować” albo „to warto odstawić”.

Mogę też ocenić, do czego potencjalnie można wykorzystać dany preparat i u kogo warto rozważyć jego zastosowanie.

Nie zawsze mogę natomiast stwierdzić, że dwa produkty o podobnie wyglądającym składzie będą działały tak samo ani że dany preparat na pewno będzie pełnił założoną przeze mnie funkcję. Dlatego odpowiedź na pytanie o „tańszy zamiennik drogeryjny” nie zawsze jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Jak dobieram preparaty?

Przede wszystkim do aktualnego stanu skóry i celu, który chcemy osiągnąć.

Większość terapii opieram na preparatach profesjonalnych, które znam i z którymi mam doświadczenie. Nie oznacza to jednak, że preparat profesjonalny jest z założenia dobry, a drogeryjny zły.

Wśród preparatów profesjonalnych częściej znajduję też produkty stworzone z myślą o konkretnym problemie czy określonym stanie skóry. Dotyczy to również problemów występujących rzadziej, które nie dotyczą większości osób poszukujących podstawowej pielęgnacji.

W szerokiej sprzedaży wybór preparatów odpowiadających na tak konkretne potrzeby bywa po prostu mniejszy.

Jeżeli jednak znam preparat dostępny w drogerii czy aptece, lubię go i wiem, że dobrze sprawdza się w konkretnej sytuacji – mówię o tym.

Nie tworzę natomiast terapii z założeniem, że ma się ona opierać wyłącznie na preparatach drogeryjnych lub przypadkowo wybranych produktach aptecznych.

Czy zawsze zmieniam preparaty pielęgnacyjne?

Nie zawsze.

Jeżeli widzę, że na przykład dany szampon jest dobrze tolerowany przez skórę, nie widzę potrzeby zmieniania go tylko dlatego, że odbyła się konsultacja i ustalamy plan dalszego postępowania.

Tu bardziej chodzi o pytanie:

„Czy ten preparat jest dobry dla mnie?”

a nie:

„Czy ten preparat jest dobry?”

Jeżeli dotychczasowa pielęgnacja jest odpowiednia, może w całości lub części pozostać. W praktyce jednak u większości osób potrzebna jest przynajmniej częściowa zmiana pielęgnacji lub wprowadzenie nowych preparatów. Zależy to od aktualnego stanu skóry, problemu i celu postępowania.

Czego nauczyło mnie doświadczenie z preparatami?

Zaczynałam pracę w momencie, gdy nie było jeszcze tak wielu dostępnych preparatów trychologicznych. Często musiałam posiłkować się preparatami kosmetologicznymi i szukać sposobów zastosowania na skórę głowy produktów przeznaczonych pierwotnie do pielęgnacji twarzy.

Nauczyło mnie to kilku rzeczy.

Po pierwsze, wiele firm ma naprawdę ciekawe i dobrze przemyślane preparaty. Na podstawie składu mogę ocenić, do czego można potencjalnie wykorzystać dany produkt i u kogo warto spróbować go zastosować. To, co najlepiej sprawdzi się w konkretnym przypadku, często wynika jednak również z doświadczenia z danym kosmetykiem.

Po drugie – nie należy wszystkiego testować na sobie.

Kiedy zaczynałam pracę jako kosmetolog i trycholog, wydawało mi się, że żeby coś polecić ze spokojnym sumieniem, powinnam najpierw sama to sprawdzić. Dość szybko przekonałam się jednak, że preparat nie musi być zły, żeby był niewłaściwy akurat dla mnie.

Produkty, które bardzo dobrze sprawdzały się u określonych osób, nie zawsze były dobrze tolerowane przez moją własną skórę. To doświadczenie jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma preparatów odpowiednich dla każdego. Produkt może być bardzo dobrym rozwiązaniem w jednej sytuacji i zupełnie nietrafionym w innej.

Czy po konsultacji trzeba kupić nowe preparaty?

W większości przypadków tak.

U większości osób zgłaszających się na konsultację konieczna jest zmiana przynajmniej części dotychczasowej pielęgnacji lub wprowadzenie nowych preparatów. Wynika to przede wszystkim z aktualnego stanu skóry.

Nie oznacza to, że z założenia wymieniam wszystkie stosowane wcześniej produkty. Jeżeli dany preparat dobrze służy skórze i może spełniać swoją funkcję w ustalonym planie, nie widzę potrzeby zmieniania go tylko dlatego, że jest produktem drogeryjnym czy aptecznym.

W praktyce jednak osoby zgłaszające się do gabinetu rzadko potrzebują wyłącznie rozwiązania dotyczącego wypadania włosów. Czasami właśnie z takim przekonaniem przychodzą na konsultację, natomiast podczas oceny skóry okazuje się, że wymaga ona również odpowiednio dobranej pielęgnacji, a nie tylko działań ukierunkowanych na poprawę wzrostu włosów czy ograniczenie ich wypadania.

Ponieważ większość tworzonych przeze mnie terapii opiera się na preparatach profesjonalnych, wprowadzenie nowej pielęgnacji najczęściej wiąże się również z zakupem takich produktów.

Ich koszt nie jest zawarty w cenie konsultacji.

Nie ma oczywiście obowiązku zakupu zaleconych produktów. Trzeba jednak pamiętać, że stanowią one element ustalonego planu postępowania, dlatego rezygnacja z ich stosowania może oznaczać, że plan nie będzie realizowany w pełnym zakresie.

Nie ma także obowiązku zakupu preparatów od razu podczas konsultacji. Jeżeli z jakichkolwiek powodów potrzebny jest czas na przemyślenie decyzji, robię szczegółowe notatki dotyczące zaleceń, a ewentualny odbiór preparatów może odbyć się w innym terminie.

Czy można ciągle stosować ten sam krem czy szampon?

Jeżeli służy – tak.

Nie widzę potrzeby zmieniania preparatu tylko dlatego, że stosujemy go od dłuższego czasu.

Trzeba natomiast pamiętać, że skóra się zmienia. Zmieniają się jej potrzeby, nasz wiek, gospodarka hormonalna, stan zdrowia, pora roku czy inne czynniki, które mogą wpływać na jej funkcjonowanie.

Dlatego preparat, który przez długi czas świetnie się sprawdzał, kiedyś może przestać odpowiadać aktualnym potrzebom skóry. Ale jeżeli nadal dobrze spełnia swoją funkcję, nie ma powodu zmieniać go tylko po to, żeby zastosować coś nowego.